Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Jak wychować szczęśliwe dziecko?Oceń:
(5.00/5 z 7 ocen)
Agata Kula
Portal MP.PL

Agnieszka Stein, psycholożka: "Pomysł, żeby szczęście było celem wychowania to zresztą bardzo współczesna koncepcja: nasi rodzice, obecni dziadkowie, nie myśleli jeszcze w tych kategoriach. Pomysł jest nowy i nieopracowany; nikt nie wie, jak go zrealizować."


Fot. pixabay.com

Agata Kula: Jak wychować szczęśliwe dziecko? Traktując je poważnie?

Agnieszka Stein, psycholog, autorka książek o rodzicielstwie: Traktować poważnie człowieka to przyjąć, że on nie zawsze będzie szczęśliwy. To akceptacja dla indywidualności drugiego, dla tego, jak on widzi rzeczywistość. Nie mówienie: „jakie ty możesz mieć problemy...”, „co ty tam wiesz”, „ja w twoim wieku” albo: „jak można się czymś takim przejmować”, „nie powinieneś się tym martwić”, „przecież ty wszystko masz, powinieneś być szczęśliwy”. Tego, żeby ludzie byli spełnieni i szczęśliwi, nie osiąga się mówiąc im, że taka jest ich powinność i żeby się niczym nie przejmowali, bo przecież zewnętrznie się wydaje, że wszystko u nich w porządku.

Tego, żeby ludzie byli spełnieni i szczęśliwi, nie osiąga się mówiąc im żeby się niczym nie przejmowali, bo przecież zewnętrznie się wydaje, że wszystko u nich w porządku.

Niestety, ludzie są często traktowani niepoważnie, niezależnie od wieku. Przy okazji ostatnio wydanego świetnego komiksu o nastolatkach i depresji, „Czarnych Fal” autorstwa psychiatry Katarzyny Szaulińskiej i rysownika Daniela Chmielewskiego, ktoś pisał, że trzeba odróżnić depresję i poważne problemy od zwykłego narzekania nastolatków. To właśnie jest niepoważne traktowanie. Takie samo jak wtedy, gdy się stoi nad płaczącym niemowlęciem i zastanawia, czy ono rzeczywiście czegoś potrzebuje, czy tylko manipuluje otoczeniem. Albo gdy się zakłada, że dwulatek wpadł w złość bez powodu, że jego zły humor wziął się znikąd. Traktuję cię poważnie, to znaczy: biorę na serio to, jak ty postrzegasz rzeczywistość.

A można potraktować dziecko zbyt poważnie?

Zdarza się czasami, że dorośli nie rozumieją tego, jak dzieci widzą świat. Widziałam wiele razy, jak rodzic interweniuje w przedszkolu po wysłuchaniu opowieści swojego dziecka. Opowieści, która nie była kłamstwem, bo dziecko autentycznie się zmartwiło, ale z punktu widzenia obiektywnych faktów nie była prawdą. Piotruś rozrabiał i dokuczał innym, ale akurat nie temu dziecku. Ono było jednak tak przejęte, że opowiedziało o wydarzeniu, jakby samo było uczestnikiem. Dzieci tak mają. Opowiadają bardziej o swoich przeżyciach niż o tym, co się realnie wydarza. Kiedy siedmiolatek mówi, że chce umrzeć, albo chce kogoś zabić, to raczej nie mówi o faktach. Warto potraktować go poważnie, ale nie biorąc jego słów jeden do jednego, tylko traktując jako opis stanu, w którym się teraz znajduje. Zresztą podobnie jest z dorosłymi. Często np. mówimy „mnie nigdy nic się nie udaje”. To też nie jest opis faktów.

Co jest charakterystycznego w dziecięcym postrzeganiu świata, a co zdarza się dorosłym lekceważyć?

Na różnych etapach rozwoju są to różne rzeczy. Przy czym te rzeczy się sumują, a nie zastępują jedne drugie. W niemowlęctwie chodzi o oznaki stresu i dyskomfortu, często nietraktowane jako oznaki prawdziwych przeżyć. Najbardziej podstawowe jest wtedy nie dać się myśleniu, że dziecko udaje; że płacze bez powodu, a nic mu tak naprawdę nie potrzeba. Trzeba założyć, że jeśli człowiek, niezależnie od wieku, coś komunikuje — ma to znaczenie. Trzeba traktować poważnie sygnały dotyczące potrzeb fizjologicznych: głodu i sytości, tego, że dziecku jest zimno lub ciepło, że mu jest niewygodnie, że coś mu nie smakuje, jest zmęczone albo że właśnie nie jest zmęczone. Na tym podstawowym etapie dorosły zadaje sobie trud, żeby odkryć powód jakiegoś zachowania dziecka. Dziecko wywiesza tylko flagę: coś się dzieje, potrzebuję pomocy, a naszym zadaniem jest znaleźć, co to jest.

Mamy tendencję do przydawania ludziom dojrzałości tylko dlatego, że porozumiewają się za pomocą słów. Zakładamy, że jeśli ktoś mówi i rozumie mowę, to będzie współpracować. Natomiast oprócz mowy i rozumu są jeszcze emocje, z którymi dziecko w tym wieku nie zawsze sobie radzi.

Następny etap zaczyna się, gdy człowiek zaczyna mówić? Trudno zignorować „nie” dwulatka – regularne sceny na ulicach, kiedy dzieci odmawiają założenia sweterka, mimo że jest zimno.

Jeśli traktowaliśmy poważnie nasze czteromiesięczne dziecko, wierząc, że zakomunikuje nam, gdy będzie mu gorąco lub zimno, to i z dwulatkiem będzie nam łatwiej. Bo będziemy już mieli wyrobiony nawyk zakładania, że jeśli człowiek zachowuje się, jakby czuł komfort, to znaczy, że go naprawdę czuje. Inna rzecz wydaje mi się tu ważna. Dwu-, trzylatkom potrzebne jest przede wszystkim traktowanie ich poważnie jako ludzi na konkretnym etapie rozwoju. Mamy tendencję do przydawania ludziom dojrzałości tylko dlatego, że porozumiewają się za pomocą słów. Zakładamy, że jeśli ktoś mówi i rozumie mowę, to będzie współpracować. Natomiast oprócz mowy i rozumu są jeszcze emocje, z którymi dziecko w tym wieku nie zawsze sobie radzi. Warto również emocje traktować poważnie; pamiętać, że one są też bardzo ważnym czynnikiem, ktory wpływa na zachowanie dziecka.

Chcesz powiedzieć, że za dużo próbujemy dwu-, trzylatkom tłumaczyć?

Tłumaczenie jest potrzebne, ale często zdarza się, że rodzice już wytłumaczyli, dziecko nadal nie współpracuje, a oni zawieszają się na tłumaczeniu – kolejny i kolejny raz. Nie widzą, że na poziomie tłumaczenia już zrobili wszystko, co się da. Ignorują czynnik emocjonalny. Dziecko rozumie np., że mama czegoś nie chce mu dać albo nie może dać, ale to tylko jeden kawałek. Jest też drugi, że jemu jest strasznie trudno, bo tego nie dostanie. Wszyscy to znamy: czegoś się nie da, a nam jest smutno albo jesteśmy wkurzeni, że się nie da. Nie jest to dla nas sytuacja abstrakcyjna, a jednak, kiedy mamy do czynienia z dzieckiem, trudno złapać z tym kontakt.

Data utworzenia: 30.10.2015
strona 1 z 3
Udostępnij:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • *mama
      2016-06-03 12:22
      Ja, zastanawiam sie ostatnio nad odpowiedzia na pytanie, jak nieszczesliwy rodzic moze wychowac szczesliwe dziecko? Nie do konca potrafie sobie na to odpowiedziec, tym bardziej, ze dzieci sa bardzo bystrymi obserwatorami, a dodatkowo te strasze sa bardzo krytyczne i jezeli sami nie jestesmy przykladem i wzorcem, to raczej trudne jest przekonywanie slowne, czego mlodziez i tak nie chce sluchac, bo to jakby opowiadanie o gruszkach na wierzbie.odpowiedz
    • Wojtek Śląsk.
      2016-06-03 11:55
      Super. Polecam takie podejście.odpowiedz
Dodając komentarz akceptujesz regulamin

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Aplikacja Moje Dziecko

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies